Kroniki TOPR - Kroniki 1924
Nieszczęśliwych wypadków w Tatrach w r. 1924 trzy, z których dwa zakończyły się śmiercią.

Imię i nazwisko osoby zaginionej - 1. Marja Irena Andkudowicz 2. Antoni Wakulicz
Miejsce stałego zamieszkania - 1. Zakopane, 2. Warszawa
Narodowość - Polacy
Wiek - 1. 17 lat, 2. 22 lata
Zawód - 2. słuch. uniwers.
Od ilu lat chodzi po Tatrach - pierwszy rok
Imię, nazwisko i adres osoby wzywającej Straż Ratunkową - Zofja Andkudowicz, Bystre

Dn. 25. VI. 1924 o godz. 6 po poł. zaalarmowała Pogotowie p. Zofja Andkudowicz, mianowicie schodząc z siostrą swą Marją i znajomym Wakuliczem z Giewontu żlebem Kirkora utknęli w drodze. Noc spędzili w żlebie. Rankiem d. 25. VI. p. Zofja szczęśliwie wybrnęła z matni, zaś siostra i znajomy czekają na pomoc.
Wynik ostateczny:
Marja Irena Andkudowicz i Antoni Wakulicz, schodząc z Giewontu żlebem Kirkora utknęli na jednym z progów tego żlebu. Przesiedziawszy tu całą noc, dopiero dnia następnego o godz. 11 w nocy zostali wydobyci, zdrowych sprowadzono do Zakopanego.
Ciężkiemu okaleczeniu uległ w dniu 28 lipca p, inż. Kalicki znany taternik, który schodząc z Mięguszowieckiego nad Czarnym Stawem ku Przełęczy Mięguszowieckiej, stoczył się wraz z głazem, którego się uczepił w przepaść 30 metrową po stronie Doliny Mięguszowieckiej.
Uwiadomiony o wypadku, a przebywający w schronisku nad M. Okiem dr. Fil. Łomnicki, pospieszył bezwłocznie na miejsce wypadku z pomocą.
Całą zimną noc przesiedział p. Ł. przy co chwila omdlewającym z bólu inż. Kalickim, niosąc mu ratunek i otuchę. Zaalarmowane Och. Pogotowie ratunkowe przybywszy w nocy do Morskiego Oka z pierwszym brzaskiem dziennym udało się na miejsce wypadku, a po opatrzeniu rannego sprowadziło go do M. Oka, a stąd do Zakopanego.
P. inż. Kalicki doznał złamania prawej ręki, silnego potłuczenia wszystkich kończyn i głowy. Rany jednak nie groziły utratą życia i inż. K. po kilkutygodniowej kuracji przyszedł zupełnie do zdrowia. W akcji ratunkowej podkreślić należy ofiarność i poczucie obowiązku obywatelskiego ze strony dr. Łomnickiego, który z narażeniem własnego życia i zdrowia pospieszył pierwszy z pomocą.



Drugi wypadek o tragiczniejszem zakończeniu zdarzył się w dniu 9 sierpnia na Durnym. Towarzystwo złożone z czterech turystów z Warszawy udało się pod wodzą przewodnika spiskiego Pawła Spitzkofa młodszego na Durny.

0_durny.jpg


Zejście z Durnego Szczytu na Klimkową Przełęcz




Powyżej przełęczy Klimkowej, strącony w niewyjaśnionych okolicznościach kamień, rozbiwszy się na głazach, odłamkami obrzucił młodego turystę. Turysta otrzymawszy kontuzje zawisł nieprzytomny na linie nad przepaścią. Ponieważ trudności terenowe nie pozwalały pozostałym na sprowadzenie poranionego w dół, pozostawiono go pod opieką jednego z towarzyszy a reszta z Spitzkofem udała się po pomoc. Szczęśliwym trafem spotkali dążących w góry starszego Spitzkofa i Breuera, do których przyłączył się jeszcze zakopiański przewodnik Gąsienica Daniel. Równocześnie zawiadomione telefonicznie Karpackie Towarzystwo bezwłocznie wysłało dalsze dwie ekspedycje ratunkowe.
Dzięki energicznej i szybkiej pomocy, cała sprawa zakończyłaby się szczęśliwie, gdyby nie tragiczny wypadek w powrotnej drodze.
Oto znany przewodnik Breuer, odłączył się od całej grupy, by skrócić sobie drogę do schroniska. Wyprawa, która spodziewała się po powrocie do schroniska zastać już tam Breuera, nie zastała go, a gdy i następnego dnia Breuer nie ukazał się, zarządzono poszukiwania, rezultatem, których było odszukanie już zimnych zwłok śp. Breuera, który wracając skrótami w wieczór, skąpo rozjaśniony, skutkiem mgły światłem księżyca, poślizgnął się widocznie i życiem przypłacił odłączenie się od towarzyszy. Zaznaczyć przy tem należy, że nikt nie wyszedł bez szwanku, a zakopiański przewodnik Daniel,złamał rękę.



Imię i nazwisko osoby zaginionej - Jerzy Leperowski
Miejsce stałego zamieszkania - Poznań
Narodowość - Polak
Wiek - 38 lat
Zawód - kupiec
Od ilu lat chodzi po Tatrach - od niedawna
Imię, nazwisko i adres osoby wzywającej Straż Ratunkową - Inż. Stefan Makarczyk

Dn 25. VIII. 1924 r. o godz. 16-tej inż. Makarczyk zawiadomił mnie, że jakiś przygodny turysta utknął na Niebieskiej Turni, wzywając donośnym głosem pomocy.
Wynik ostateczny: Jerzy Leperowski idąc granią od Świnicy ku Zawratowi, utknął na Niebieskiej Turni, skąd ekspedycja ratunkowa wydostała go i sprowadziła na Halę Gąsienicową, bez żadnych uszkodzeń.


Imię i nazwisko osoby zaginionej - 1. Halina Solnic 2. Janusz Rudnicki
Miejsce stałego zamieszkania – Warszawa
Narodowość - Polacy
Wiek - 1. 24 l., 2. 27 l.
Zawód - akademicy
Od ilu lat chodzi po Tatrach - 1. pierwszy rok, 2. od szeregu lat
Imię, nazwisko i adres osoby wzywającej Straż Ratunkową - Henryk Jędrzejowski

Dn. 30. VIII. 1924 r. o godz. 9-tej telefonem z Hali Gąsienicowej zawiadomiono mnie, że dwóch turystów utknęło na północnej ścianie Świnicy, czekając na pomoc.
Wynik ostateczny: Halina Solnicka i Janusz Rudnicki schodząc północną ścianą Świnicy, utknęli ponad 40 metrowym uskokiem końcowym, skąd ekspedycja ratunkowa, zaasekurowanych na linie, sprowadziła na piargi.



Trzeci, również tragicznie zakończony wypadek zaszedł w dniu 12 grudnia.
Ofiarą jego padł jeden z najstarszych przewodników zakopiańskich Gąsienica Daniel. Katastrofa nastąpiła w Dolinie Pięciu Stawów. Daniel prowadził p E. Gejsztara, a celem wycieczki było Morskie Oko.
Po uciążliwem przejściu Zawratu, dotarli oni wieczorem do Doliny Pięciu Stawów. Daniel postanowił zejść przez Dolinę Roztoki. Przy zejściu u progu koło Siklawy zaproponował towarzyszowi zjazd w dół na t. zw. Saneczkach:, gdy p. G, ostrożny, nie zgodził się na to, Daniel zjechał sam z szaloną brawurą w dół. Natrafiwszy na kamień, który go zbił z kierunku, spadł w dół na lód koło wodospadu.
P. G. na skutek wołania dochodzącego z dołu spuścił się przy pomocy liny w dół, gdzie wpadł w sadzawkę pod Siklawą. Wydostawszy się na kamień, począł się rozglądać za towarzyszem i ujrzał po chwili rękę jego wystającą z wody.
Zarzuciwszy linę na rękę, przyciągnął Daniela ku sobie i wydobył z wody. Daniel odzyskał tylko na chwilę przytomność, a wskazując ręką w stronę Miedzianego zdołał przed śmiercią wyszeptać zaledwie te słowa: "paniczu, tam idźcie!" poczem skonał.
P. Gejsztar błądząc całą noc zdołał dopiero na drugi dzień o godz. 2-iej dotrzeć do schroniska przy Morskiem Oku, gdzie opowiedział o tragicznym wypadku.
Że p. Gejsztar nie padł również ofiara nieostrożnego i ryzykownego pomysłu wycieczki w Tatry w niezwykle trudnych warunkach, zawdzięczać należy jedynie szczęśliwemu trafowi.

Naczelnik Straży Ratunkowej: J.Oppenheim


Data utworzenia: 03/11/2011 : 18:37
Ostatnie zmiany: 05/11/2011 : 08:15
Kategoria : Kroniki TOPR


Wersja do druku Wersja do druku

Komentarze

Nikt jeszcze nie komentował tego artykułu.
Bądź pierwszy!

Translator
Partnerzy
^ Góra ^